Magda Zdort 

 Zawisza, wschodząca gwiazda PiS
Ozon 16/2006

Jeszcze nie powstała sejmowa speckomisja ds. banków, a już Artur Zawisza zbija na niej kapitał polityczny. Być może wkrótce będzie jednym z liderów swojej partii.

Chociaż Artur Zawisza, 37-letni filozof, w polityce funkcjonuje od kilkunastu lat, nie jest powszechnie rozpoznawany. Opinii publicznej znany jest raczej ze swoich światopoglądowych deklaracji chwalących wartości tradycyjne oraz piętnujących ideologię liberalną jako jedną z głównych przyczyn rozkładu współczesnego państwa. Nie bez powodu właśnie on był główną twarzą PiS, gdy wybuchł konflikt z Leszkiem Balcerowiczem wokół przejęcia BPH przez UniCredit. Jednak, wbrew pozorom, Zawisza nie jest politykiem jednoznacznym. Potrafi promować w Polsce liberalnych polityków z zagranicy, a Unię krytykuje za nadmierny egalitaryzm i rozwiązania socjalne. Równocześnie obawia się działania unijnych grup lobbystycznych o charakterze antykatolickim. 

Która z twarzy Artura Zawiszy zwycięży podczas posiedzeń sejmowej speckomisji? Ostatnio Zawisza nie afiszuje się ze swoimi antyunijnymi poglądami. Dziś swoją twarzą firmuje gospodarczy program PiS-u. Jego droga do stania się ekonomicznym ekspertem tej partii przypomina drogę Kazimierza Marcinkiewicza. Obecny premier przez lata był fachowcem w zakresie edukacji, ale krótka ławka PiS-owskich speców od finansów zmusiła go do przekwalifikowania się i szybko zaczął poruszać się w meandrach gospodarki, co wywindowało go na szczyty władzy. W podobny sposób drzwi do wielkiej kariery otwierają się przed Zawiszą. 

Człowiek z zaplecza 
Jeszcze kilka dni temu szansę na uczestnictwo w bankowej komisji śledczej przekreślić mogły niejasne sprawy z przeszłości. Na początku kwietnia „Gazeta Wyborcza” podała, że występował on w sponsorowanym przez krajowy SKOK dodatku do dziennika „Fakt”. Zawisza tłumaczył, że wykorzystano jego publiczne wypowiedzi, podobnie jak wcześniej zrobiły to SKOK-i w podobnym dodatku ze słowami Balcerowicza. – Ale nie będę domagał się przeprosin – mówi „Ozonowi” Zawisza. 

W tym samym czasie „Newsweek” zarzucił mu, że za rządów AWS Poczta Polska (wówczas pod kierownictwem ludzi z ZChN) zleciła nakręcenie dwóch reklamówek. Za konsultacje i przygotowanie scenariusza do filmu żona posła, Marzena wzięła 20 tys. zł. Po opisaniu tych spraw szefostwo PiS tylko przez chwilę wahało się, czy nie cofnąć mu rekomendacji. – Złożył szczegółowe wyjaśnienia w obu tych sprawach. Dla klubu sprawa jest jasna – mówi Adam Bielan, rzecznik PiS. Sam Zawisza wyjaśnia „Ozonowi”: – W tej sprawie było prowadzone dochodzenie prokuratorskie za czasów SLD. Gdyby zostały odnalezione jakieś nieprawidłowości, to trudno byłoby o bardziej łakomy kąsek do wyciągnięcia mi w trakcie kampanii wyborczej. 

W ostatnich dniach Zawisza został filarem negocjacji koalicyjnych z Samoobroną. To on ma odpowiadać za ostateczną redakcję wypracowanego porozumienia. Gdy zostanie szefem speckomisji, być może będzie przez 3,5 roku niemal co dzień gościć w domach Polaków dzięki transmisjom TVP. – Każda komisja śledcza to najlepsza kampania promocyjna, jaką może sobie wyobrazić polityk. Zwłaszcza jeśli jest błyskotliwym i dobrym mówcą. Efekt to uznanie i popularność – mówi Eryk Mistewicz, specjalista od PR. 
Już dziś Artur Zawisza ćwiczy swoją medialność w programach publicystycznych. Gości u Lisa, Olejnik i Gawryluk. Z poprzedniej kadencji Sejmu zapamiętany został głównie jako całkiem niezły mówca oraz ostry retor, który w debacie budżetowej łajał lewicę, wykrzykując w jej stronę „mołczat’ sobaki!”. Za słowa te zresztą krótko potem przeprosił. 

Ze sztandarem do banku 
Kiedy Zawisza rzucił hasło, by Sejm przyjrzał się dokładniej sektorowi bankowemu, Leszek Balcerowicz nie krył oburzenia. Straszył załamaniem rynków i utratą wiarygodności Polski. Do tej pory nic takiego się nie stało, ale komisja na razie nie funkcjonuje. Trudno powiedzieć, co stanie się, gdy zacznie działać. Jednak dziś nawet opozycja przyznaje, że historii prywatyzacji i fuzji w bankowości warto się przyjrzeć. 

– Uważam, że w polskim sektorze bankowym jest nadmierna koncentracja kapitału zagranicznego. Gdyby nie prywatyzowano banków w takim pośpiechu, polski kapitał miałby szansę posiadać większy udział w rynku – twierdzi Zawisza. Obawia się, że „kapitałowo skoncentrowane korporacje uczynią z Polski quasi-kolonię o charakterze eksploatacyjnym i zniwelują polską własność oraz rodzime rolnictwo”. 

Dziś tryumfuje – komisja zostanie powołana, a on raczej na pewno będzie jej przewodniczącym. Zasiądzie w niej zapewne też jego znajoma z sejmowej Komisji Gospodarki Małgorzata Ostrowska z SLD. – To dobry szef komisji. Pracuje spokojnie i merytorycznie. Solidnie przygotowuje się do omawianych na komisji tematów. Musi się jednak dużo nauczyć, jeśli chodzi o bankowość – ocenia Zawiszę posłanka SLD. 

Znajomi Zawiszy podkreślają, że bardzo wnikliwie studiuje wszystkie dokumenty, zwłaszcza dotyczące finansów. Ta skrupulatność szybko została dostrzeżona. W 1995 r. 

Zawisza został asystentem szefa KRRiT Marka Jurka. Kiedy ZChN-em kierował Marian Piłka, czuł się jak ryba w wodzie. Właściwie to on jako sekretarz generalny rządził partią. Sam Piłka opisuje dzisiejszego posła Prawa i Sprawiedliwości jako utalentowanego organizatora ze zmysłem praktycznym. 

Samouk 
Czy Zawisza będzie równie sprawnym organizatorem prac komisji? Na razie przygotowuje się do jej działania. W Sejmie słyszy się zarzuty posłów opozycji, że Zawisza owszem ma już pojecie o ekonomii, ale do pełnej wiedzy jest mu jeszcze daleko. – Jego znajomość ekonomii, a zwłaszcza sektora bankowego, jest słaba – ocenia Zbigniew Chlebowski z PO. Takich głosów jest jednak coraz mniej. „Business Week” zorganizował dla polityków identyczny test, jakiemu poddawani są maturzyści zdający na studia ekonomiczne. Okazało się, że Artur Zawisza miał 83 proc. trafnych wypowiedzi, podczas gdy była prezes NBP Hanna Gronkiewicz-Waltz – tylko 58 proc. 
Według Macieja Srebro, byłego działacza ZChN, już w czasach AWS interesował się ekonomią. – Jest gospodarczym liberałem. Uważa wolny rynek za wartość samą w sobie. W poglądach ekonomicznych jest bardziej na prawo niż oficjalna linia PiS – twierdzi Srebro. Sam Zawisza przyznaje, że gospodarki wciąż się uczy, a poglądy kształtował na lekturach książek przedwojennego ekonomisty Romana Rybarskiego. 

Kogo zaprosi do komisji? 
Zbigniew Chlebowski z PO ma także poważne wątpliwości co stylu pracy Zawiszy. Boi się, że obrady speckomisji zdominuje ideologia i polityka. Dodaje, że nie wyobraża sobie, by politycy byli obiektywni w ocenie działalności NBP i nadzoru bankowego, a komisja podważy jedynie zaufanie do niezależnych organów nadzorczych państwa. – Na posiedzenia Komisji Gospodarki Zawisza często zaprasza ekspertów, którzy budzą zdziwienie. Gdy dyskutowaliśmy na temat pracy handlowców w niedzielę, głos zabierali księża zaproszeni właśnie przez Zawiszę – irytuje się Chlebowski. 

Ważny będzie właściwy dobór ekspertów w pracach komisji bankowej. Sami posłowie nie będą w stanie sami ocenić prawidłowości najbardziej dyskusyjnych prywatyzacji. Będą potrzebowali ekspertów najwyższej klasy. Kto będzie doradzał i kto będzie słuchany, głównie zależeć będzie od szefa komisji. Pytani przez „Ozon” ekonomiści i bankowcy są podzieleni. Jedni uważają, że komisja ma sens i będzie pożyteczna, a drudzy, że będzie to zwykłe bicie piany. 

Do entuzjastów komisji należy Andrzej Sadowski z Centrum im. Adama Smitha. – Dziw bierze, że dopiero po 16 latach Sejm chce się przyjrzeć sektorowi bankowemu. To dobrze, że powstała komisja i nie spisywałbym jej na straty. Jeśli zajmie się tylko kontrowersyjnymi prawnie prywatyzacjami i decyzjami nadzoru bankowego, to prace mogą się potoczyć bardzo wartko i sprawnie – uważa Sadowski. Drugim ważnym czynnikiem sukcesu lub porażki komisji będą eksperci bankowi, którzy muszą łączyć wiedzę teoretyczną z praktyką. Z tym może być problem. – Dobrzy bankowcy nie będą chcieli być kojarzeni z sejmową komisją śledczą, by nie narazić na szwank zawodowej reputacji. Poza tym dobry ekspert kosztuje 3–5 tys. euro dziennie. Czy Sejm stać na takie stawki? – wyraża swoje obawy Antoni F. Reczek, partner PricewaterhouseCoopers. Zawisza uważa, że opłacenie ekspertów może być problemem, ale liczy, że niektórzy zechcą pracować pro publico bono. 

Jaki jest prawdziwy cel powołania tej komisji? Zawisza twierdzi, że posłowie chcą zbadać nadmierną koncentrację, zbyt duże koszta usług bankowych oraz bardzo wysoki udział kapitału zagranicznego w krajowym systemie bankowym. Takie postawienie sprawy naraża jednak komisję na zarzut o upolitycznienie, rodzi bowiem pytanie, czy jej szef – zanim jeszcze zaczęły się obrady – nie przystępuje do pracy z założonymi z góry tezami. Wielu ekonomistów uważa zresztą, że zachowanie obiektywizmu przy rozpatrywaniu tych spraw jest nierealne, bo wszystko sprowadza się do przekonań. 

Ogień czy tylko dym 
Zdaniem Reczka najłatwiej będzie prześwietlić zgodność prywatyzacji z prawem. Wiele dokumentów już jednak nie istnieje, niektórzy z ówczesnych decydentów nie żyją, a części zagranicznych doradców zapewne nie uda się ściągnąć do Polski. Komisja może próbować powoływać na świadków obywateli zagranicznych, ale ci nie mają obowiązku stawić się przed nią. Ekonomiczna ocena prywatyzacji również będzie bardzo trudna. Niemożliwe będzie ustalenie, czy banki sprzedawano po optymalnej cenie. 

Według Zawiszy komisja okaże się porażką, jeśli „był dym, a nie ma ognia”, czyli nie uda się wykryć żadnych uchybień. – Sukcesem będzie wskazanie istotnych nieprawidłowości w pracy KNB, UOKiK, Ministerstwa Skarbu i osób za nie odpowiedzialnych, a następnie postawienie im zarzutów prokuratorskich – mówi Zawisza. To znów wygląda na przyjęte z góry założenie, że podczas prywatyzacji łamano prawo. A jeśli tak nie było? Szef komisji nie powinien zakładać, że odsłonięcie takiej prawdy byłoby porażką. Wręcz przeciwnie. – Sądzę, że praktyczne przeszkody, które komisja napotka, spowodują, że sporządzenie raportu z dobrymi, konkretnymi wnioskami będzie raczej niemożliwe – sceptycznie prognozuje Reczek. 

Eurosceptyk 
Lecz eurosceptykom, do których należy Zawisza i nowi koalicjanci rządu, być może chodzi o zupełnie inny wynik. Już dziś mówi się w kuluarach PiS-u, że partia w następnych wyborach stawia na program antyunijny i na sprzeciw wobec wejścia Polski do strefy euro. Na forum UE partia Kaczyńskich buduje sojusz z unijnymi eurosceptykami, czyli brytyjskimi torysami i czeskim ODS. Kilkaset darmowych godzin w telewizji publicznej i drugie tyle w prywatnych mediach będzie najlepszym nośnikiem tych idei. Dzięki pracom komisji nietrudno będzie antyunijny klimat wytworzyć. Wszak to od szefa komisji będzie zależało, jak rozłożą się akcenty. 

Zawisza przyznaje, że jest eurosceptykiem, lecz zaraz zastrzega, że nie jest eurofobem. Ale obawy co do słuszności zjednoczonej Europy tkwią w nim bardzo mocno. – Unia Europejska będzie narzucać archaiczne standardy socjalne, krępujące przedsiębiorczość w imię egalitarnych mrzonek i osłabiające konkurencyjność – twierdzi Zawisza. Kilka tygodni temu na jego zaproszenie przybył do Polski Mart Laar – były premier Estonii, autor cudu gospodarczego w tym kraju, zdecydowany liberał. Sam Zawisza podkreśla, że poglądy Laara są mu bliskie. 

Czy jest zatem pęknięcie w poglądach Artura Zawiszy? Krytykuje liberalizm i negocjuje z Samoobroną, ale piętnuje europejski socjal i chwali Laara. Tak jakby z jednej strony opowiadał się za Polską socjalną przeciwko liberalnej, a z drugiej za Europą liberalną przeciwko socjalnej. Czas gorących potyczek za zielonym suknem sejmowej komisji pokaże, w którą stronę podąży ideowa droga młodego posła. 


Współautor: Dariusz Styczek