Magda Zdort 

 Lewy październikowy
Ozon 25/2005

– Jacek, jesteś największym politycznym łobuzem, ale w tej kampanii wolę mieć ciebie po swojej stronie niż przeciwko mnie – tymi słowami Jarosław Kaczyński miał zwrócić się do Jacka Kurskiego w trakcie formowania ekipy przygotowującej kampanię wyborczą Prawa i Sprawiedliwości.

Dlaczego? Odpowiedź kryje się za kulisami kampanii wyborczej. 39-letniemu Kurskiemu bracia Kaczyńscy powierzyli najbardziej odpowiedzialne zadanie wyborczego wyścigu – opracowanie kampanii medialnej i czuwanie nad nią. I nawet jeśli sam nie był autorem wszystkich pomysłów na wyborcze spoty, to jego „duch” unosił się nad każdym z nich. A chodzi o szczególny rodzaj ujęcia politycznej reklamy, który Jan Lityński przyrównuje nawet do mechanizmów propagandowych III Rzeszy. Inni – bardziej przychylni Kurskiemu – mówią o politycznym reportażu, robiąc ukłon w stronę dziennikarskiej przeszłości Kurskiego. Bo nie sposób zrozumieć jego twórczości, nie pamiętając dziennikarskiej kariery gdańszczanina.

Jako dziennikarz wielkiej kariery nigdy nie zrobił, ale pozostawił za sobą dwa dzieła, które pozostaną zapewne w historii polskiej żurnalistyki – napisaną wspólnie z Piotrem Semką książkę „Lewy czerwcowy” oraz dokumentalny film „Nocna zmiana”. Znany był głównie z telewizji – pierwszy raz na poważnie zaistniał w programie „Reflex”.

– Szczególnie ważne było wydanie „Refleksu”, w którym pokazano Jerzego Urbana i Adama Michnika wychodzących razem z budynku radiowej Trójki po programie Moniki Olejnik – wspomina Jacek Łęski, były dziennikarz telewizyjny. Kamera sfilmowała Olejnik wsiadającą do samochodu Urbana, potem zarejestrowała, jak auto zatrzymuje się kilkadziesiąt metrów dalej i wsiada do niego Michnik. Cała trójka odjeżdża razem. – Pokazanie tego w telewizji na początku lat 90. było prawdziwym szokiem. Widzieliśmy, jak redaktor naczelny „Wyborczej” biesiaduje z rzecznikiem PRL-owskich rządów – wspomina Łęski.

Już wówczas celem Kurskiego staje się tropienie układu między częścią obozu solidarnościowego a postkomunistami. Z czasem walka ze środowiskiem solidarnościowej lewicy i liberałów staje się życiowym celem Jacka Kurskiego. – Kurski jest chuliganem politycznym, który za cel obrał sobie niszczenie naszego środowiska – mówi „Ozonowi” Janusz Lewandowski, gdański liberał, dziś eurodeputowany PO. Apogeum tej walki jest powstanie filmu „Nocna zmiana”, dokumentu ujawniającego kulisy upadku rządu Jana Olszewskiego. Szczególnie istotne było pokazanie w nim taśmy z nagrania narady zorganizowanej przez Lecha Wałęsę, w trakcie której podjęto decyzję o przewrocie czerwcowym.

OD WAŁĘSY DO OLSZEWSKIEGO

Film ukazuje Lecha Wałęsę jako głównego rozgrywającego upadek rządu Olszewskiego. – Właśnie polityka Wałęsy jest moim największym życiowym rozczarowaniem. Uważałem go kiedyś za największą nadzieję dla Polski – przyznaje dziś Kurski. W peletonie życiowych zawodów jest także pokaźne grono gdańskich liberałów, których teraz najmocniej atakuje, a z którymi kiedyś był związany. Mało kto dziś pamięta kampanię Komitetów Obywatelskich przy Lechu Wałęsie, pewnie jeszcze mniej pamięta z niej Jacka Kurskiego. – Śpiewałem na wyborczych wiecach Jana Krzysztofa Bieleckiego i Jacka Merkla – wspomina Kurski.

W 1991 roku Kurski pracuje w telewizji. Z tego okresu zapamiętał głównie rozmowę przedwyborczą z przedstawicielami postkomunistów. – Prowadziłem wówczas kilka rozmów wyborczych. Szczególnie ostro zaatakowałem Izabelę Sierakowską, Aleksandra Kwaśniewskiego i Włodzimierza Cimoszewicza. Kilka dni później dostałem od Kwaśniewskiego list, w którym dziękował mi za zaciekłość, dzięki której spodziewał się większej konsolidacji swojego obozu. I chyba poskutkowało, bo postkomuniści osiągnęli bardzo dobry wynik, myślę, że właśnie dzięki mnie – żartuje dziś.

Inne kampanie Kurski ogląda już od zaplecza. W 1993 roku zgodził się poprowadzić kampanię telewizyjną Porozumienia Centrum. Pokazał w niej reklamówkę, w której Jan Lityński dwukrotnie oddaje głos w imiennym głosowaniu podczas wyboru sędziego Trybunału Konstytucyjnego. – Lityński się oburzył, podał mnie do sądu, ale przegrał ze mną proces, bo pokazałem prawdę – wspomina Kurski. Kampanię PC przypłacił siedmiotygodniowym zapaleniem opon mózgowych. Była ona jedną z najbardziej agresywnych w roku 1993, a mimo to Porozumienie nie przekroczyło pię-cioprocentowego progu i nie dostało się do Sejmu.

Udział Kurskiego w kolejnej kampanii znów nie zakończył się najlepiej. W 1995 roku zaangażował się po stronie Hanny Gronkiewicz-Waltz, ale szybko mu podziękowano. Jak sam dziś przyznaje, próbował wspierać ówczesną prezes NBP wyłącznie jako PR-owiec, a nie polityk. Bez wątpienia polityczne było natomiast jego zaangażowanie w kampanię parlamentarną w 1997 roku. Jako rzecznik prasowy Ruchu Odbudowy Polski był pewniakiem do prowadzenia kampanii ROP-u. Tym bardziej że dał się poznać wcześniej jako organizator coniedzielnych konferencji prasowych partii, wiedząc, że w weekendy mniej się dzieje, zatem telewizje nie są tak wybredne w doborze tematów, gdyż muszą czymś zapełnić dzienniki. Takim sposobem Jan Olszewski zaczął co tydzień gościć w domach Polaków. Kurskiemu nie dane było jednak zostać szefem kampanii ROP-u, gdyż wygryzł go z tej funkcji Andrzej Kieryłło.

KREOWANIE POLITYKI PRZEZ OBRAZ

Niezwykle istotne były dla Kurskiego wybory do Parlamentu Europejskiego w 2004 roku. W tej kampanii był odpowiedzialny za medialny przekaz Ligi Polskich Rodzin, z którą się sprzymierzył po nieudanej próbie związku z PiS-em. To dziełem gdańszczanina był film krytykujący udział Polski w konflikcie irackim. W reklamówce widzieliśmy polskich polityków popierających wojnę w Iraku, w tym Jarosława Kaczyńskiego, przeplatane krwawymi zdjęciami z Iraku. Na końcu pojawiał się Roman Giertych, grzmiący z mównicy sejmowej: „Nam nie jest wszystko jedno”. Problem polegał na tym, że Giertych nie wypowiedział tych słów w trakcie debaty sejmowej na temat Iraku. Scena została dokręcona później, a Giertych przemawiał do pustej sali. Reklamówka przez wielu uznawana jest za mistrzostwo manipulacji.

Ten spot doskonale obrazuje cechę wspólną wielu wyborczych dzieł Kurskiego – ciągłe balansowanie na cienkiej granicy prawdy i fałszu. Granie emocjami i sugestywnym obrazem. – Nie jestem reżyserem filmów fabularnych, fikcji. Mnie pociąga kreowanie polityki przez obraz. Wpływanie nim na rzeczywistość – tłumaczy „Ozonowi”. Jego zdaniem tylko spoty bazujące na materiałach telewizyjnych są dla wyborcy autentyczne. Dlatego też na takim obrazie bazuje w swoich klipach. Znajomi dodają, że jak nikt inny potrafi doskonale poruszać się po telewizyjnych archiwach, wie, czego i gdzie szukać, i – co jest niezwykle istotne – umie szybko to znaleźć.

Jacek Kurski mówi, że z LPR zerwał, kiedy Roman Giertych zlecił mu nakręcenie reklamówki atakującej braci Kaczyńskich. – Jasne było, że tego nie zrobię, skoro większość mojego politycznego życia spędziłem w otoczeniu Jarosława i Lecha Kaczyńskich – wyjaśnia. W rzeczywistości rozstał się z Ligą po konflikcie z jej pomorskim liderem Robertem Strąkiem.

Startując w 2002 roku w wyborach samorządowych z poparciem LPR, Kurski naraził się jednak liderom PiS-u. To wówczas Lech Kaczyński powiedział: „W polityce są wartości graniczne, a Jacek Kurski je przekroczył. Gdyby wszedł do sejmiku pomorskiego, oznaczałoby to, że w polityce każde łajdactwo popłaca”. Trzy lata później w programie Tomasza Lisa „Co z tą Polską?” Kaczyński przyznał jednak, że go poniosło i nie miał wówczas racji. Było to już w czasie, gdy Kurski odpowiadał za kampanię wizerunkową PiS-u.
Głównym celem ataków w tej kampanii stała się PO. Nie jest przypadkiem, że Kurski bezpłatnie przekazał Telewizji Trwam prawa do filmu „Nocna zmiana”, gdzie jednym ze znaczących uczestników narady decydującej o obaleniu rządu Olszewskiego był Donald Tusk (film ukazał się też jako dodatek do „Naszego Dziennika”).

„WINOWAJCA” SUKCESU

Rafał Ziemkiewicz uważa, że efektem kierowanej przez Kurskiego kampanii medialnej PiS-u było to, iż obie zwycięskie partie osiągnęły poparcie poniżej 30 proc., natomiast zyskali postkomuniści. W rozmowie z „Ozonem” Ziemkiewicz wyjaśnia, że atak na PO spowodował rozczarowanie wielu Polaków, którzy widząc, jak partie prawicowe żrą się między sobą, w ogóle zrezygnowali z pójścia do wyborów. W efekcie wzrosło znaczenie stabilnego elektoratu SLD, który uzyskał ponad 11 proc., a PiS i PO nie zdobyły większości konstytucyjnej.

Jak podkreśla osoba z najwyższego kierownictwa PiS, Kurski cieszy się ogromnym zaufaniem Jarosława Kaczyńskiego, który jednak, choć ceni go za talent i umiejętności, kilkakrotnie ingerował w prowadzenie kampanii wizerunkowej. Prezes PiS-u nie zgodził się na przykład na nakręcenie reklamówki pokazującej suto zastawione stoły na imieninach Lecha Wałęsy i biesiadujących tam polityków przeplatane zdjęciami głodujących Polaków. Kaczyński, który w dniu imprezy u Wałęsów świętował z bratem urodziny, „skromnie” wyprawione w gdańskiej Hali Oliwii, miał na reklamówce podkreślić ową niestosowność zachowania prezydenckich gości.

Generalnie jednak Jacek Kurski ma u Kaczyńskiego wolną rękę. I choć to nie on jest autorem słynnej reklamówki z lodówką, z której – wskutek wprowadzenia podatkowych pomysłów PO – znika jedzenie, to właśnie w jego osobie Platforma upatruje głównego winowajcy swojej porażki. A on tę „winę” przyjmuje z podniesioną głową, bo udało mu się spełnić marzenie – utrzeć nosa liberałom. Żartuje, że PO przegrała walkę, ponieważ Donald Tusk dwa dni przed wyborami zaatakował „jego skromną osobę”.

 

Site Meter